Moje sposoby na to, aby dziecko jadło wszystko raczej nie sprawdzą się w przypadku pracy ze starszymi dziećmi. Oczywiście im młodsze dziecko, tym lepiej kształtować zdrowe nawyki żywieniowe. Mój Konrad ma 7 lat i jest uczniem drugiej klasy, a nasze metody wychodzą dość naturalnie i stosujemy je odkąd pamiętam.

Kolejna sprawa – jestem osobą, która z dużym zaangażowaniem zajmuje się jedzeniem. Uwielbiam gotować, nie zrażają mnie nieudane eksperymenty w kuchni, a w wolnej chwili czytam książki o historii jedzenia. Dlaczego o tym piszę? Bo wiem, że jest mi łatwiej wykształcić zdrowe nawyki żywieniowe u mojego dziecka niż kobietom, które np. gotować nie lubią. Łatwiej mi zainteresować jedzeniem, potrafię rzucić znienacka jakąś ciekawostkę, czy z nielubianej marchewki zrobić pyszne puree na obiad („Mamo, jak Ty to robisz, że smakuje jak marchewka, a jest dobre?”)

Dlatego myślę, że nie warto być dla siebie zbyt surowym. Jeśli spodobają Ci się moje pomysły wybierz na początek 2-3 i przede wszystkim sprawdź czy spodobają się Twojemu dziecku 🙂

I jeszcze kilka słów o podniebieniu mojego Konrada. Jeśli myślisz, że mój syn nie lubi słodyczy, smaku „makdonalda”, słodkich bułek ze sklepiku szkolnego, to jesteś w dużym błędzie. On uwielbia takie jedzenie. I nic na to nie poradzę. Mogę robić aferę rodzinie, aby na imprezach nie częstowano go colą pod stołem, czy słodyczami wątpliwej jakości. Mogę zwracać uwagę Konradowi, gdy dowiem się, że pieniądze od wróżki zębuszki zostały wydane w sklepiku szkolnym na całą tablicę mendelejewa. Jednak nie do końca o taki model wychowania mi chodzi.

Untitled design (13)
1. Pozorne wybory

Sposób opanowany przeze mnie do perfekcji 🙂 W tym wieku Konrad już wyczuwa lekki podstęp, ale dalej chętnie bierze w tym udział.

No dobra, o co chodzi? Daję Konradowi możliwość wyboru pomiędzy zdrowym jedzeniem, a zdrowym jedzeniem 🙂 np. pytam czy woli na obiad kaszę gryczaną, czy jaglaną lub z czym zje kanapkę – z sałatą, czy pomidorem. Dzięki temu daję dziecku poczucie sprawczości w swojej diecie bez narzucania czegokolwiek.

2. Wspólne gotowanie

Metoda stara jak świat i myślę, że każda z nas intuicyjnie z niej korzysta. Tylko błagam, róbmy to z głową! Nie chodzi o to aby piec wspólnie babeczki czy dekorować świąteczne pierniki (choć oczywiście to też jest fajne). W tej metodzie ważne jest aby dziecko uczestniczyło w codziennym przygotowaniu posiłków, które zaraz wylądują na stole. I tak np. Konrad uwielbia wybijać jajka do miseczki, przesiewać mąkę, mieszać różne składniki, miksować, wyciskać soki, podgrzewać mleko na śniadanie, wylewać ciasto naleśnikowe na patelnię itd. Ostatnio robił makaron do rosołu i był zachwycony.

3. Wspólne zakupy

Mamy tu naprawdę duże pole do dawania wyboru naszym dzieciom. Konrad sam decyduje jaką kupimy szynkę na kanapki do szkoły, wybiera owoce, które chciałby widzieć w swojej śniadaniówce, czy ulubiony jogurt (aby nie było wątpliwości – je jogurty naturalne). Kupujemy razem mięso i ryby na obiad. Dzięki temu ma poczucie (zresztą słuszne), że bierze udział w podejmowaniu decyzji zakupowych w domu.

4. Nie kupujemy słodyczy, chipsów, przekąsek itp.

W domu nie trzymamy żadnych słodyczy, ani przekąsek. Gdy najdzie nas ochota na coś nadprogramowego robimy budyń jaglany lub chrupki z ciecierzycy.
Jedyny wyjątek od tej zasady – gdy odwiedzają nas koledzy Konrada.

5. Przemycam smaki

Uważam, że jestem genialna w przemycaniu smaków 😉 Mój największy sukces to puree marchewkowo – paprykowe. Konrad twierdzi, że nie lubi ani marchewki, ani papryki – moje puree zawsze jednak znika natychmiast z talerza.
O co chodzi? Staram się w sprytny sposób przemycać smaki, których moje dziecko rzekomo nie lubi. Zawsze wtedy informuję go, że danie jest niespodzianką i powiem z czego się składa dopiero gdy oceni czy mu smakuje. Wychodzi różnie. Nie zapomnę jego miny, gdy w dniu dziecka zrobiłam lody z awokado. I choć awokado jest u nas w domu jedzone łyżkami, to wiem, że w lodach nie powinno było sie znaleźć 🙂
Jak to robię? Najlepszą metodą jest miksowanie składników lub ich drobne krojenie i zwyczajne eksperymentowanie.

Untitled design (14)
7. Podczas wspólnych wyjazdów rozmawiamy o lokalnym jedzeniu i staramy się go szukać.

Wiem, że wynika to z moich zainteresowań i nie każda z Was na takie zabawy będzie miała ochotę. Zawsze staramy się szukać lokalnych smaków w miejscu, które odwiedzamy. Dzięki temu w dziecku rośnie naturalna ciekawość, aby spróbować czegoś nowego. Konrad np. uwielbia oscypki z żurawiną i zawsze ubolewa, że od października kończy się na nie sezon.

8. Nigdy nie bawimy się jedzeniem.

Nigdy nie robiłam zwierzaczków z kanapek, krajobrazów na talerzu itp. (myślę tu o posiłkach na co dzień, nie o pierniczkach świątecznych, czy wielkanocnych babeczkach). Jednak zawsze staram się aby posiłki były ładnie podane, a kompozycje na naszych talerzach wyglądały identycznie. Nie wiem czy to dobrze czy źle, wynika to z mojego podejścia do jedzenia, nie lubię gdy talerz jest zbyt infantylny.

9. Konrad nakrywa do stołu.

Bo to uwielbia, a ja nie zamierzam odbierać mu tej przyjemności. Nawet gdy mamy gości nakrywanie stołu jest jego działką, a wierzcie mi wychodzą różne cuda 🙂 Konrad uwielbia wyciągać różne ściereczki, obrusiki, szmatki i wszystko kłaść na stół według sobie tylko znanej koncepcji.

10. Jemy razem

Jemy razem, bo tak lubimy. Mamy okazję aby pogadać o życiu, o tym co się wydarzyło w szkole, ale też o tym czy posiłek mu smakuje. Często, gdy przygotowuję kolację Konrad siedzi ze mną w kuchni (a nie przy biurku) i odrabia lekcje.

11. Posiłki do szkoły

Najciekawsze zostawiłam na deser. Z tym punktem miałam spory kłopot, bo odczuwam dużą presję ze strony rówieśników w szkole. Generalnie uważam, że nie powinniśmy dawać dzieciom słodyczy do szkoły i nie daję, ale… kanapki Konrada są obiektem żartów. Większość dzieci w klasie w śniadaniówkach trzyma słodycze i mój syn zwyczajnie odstaje.
Dzieci są różne. Ja widzę po Konradzie, że na tym etapie życia nie ma ochoty dyktować trendów żywieniowych w klasie. I choć (aby nie robić mi przykrości) mówi, że obecna sytuacja nie stanowi dla niego problemu, ja widzę że problem jest. Egzekwowanie tego punktu jest dla mnie cholernie trudne.

Tym razem liczę również na Wasze komentarze - może chcecie podzielić sie swoimi sposobami?
  • Maja

    Mój syn jest także jedynym dzieckiem w klasie przynoszącym zdrowe drugie śniadania do szkoły. By bardzo nie odstawał od grupy zaczęłam mu dawać zdrowe słodycze (suszone morele, orzechy, domowe owsiane ciasteczka, muffinki, duuuużo owoców, gorzką czekoladę, etc). Gdy dzieci były zainteresowane jego śniadaniówką, proponował, że je poczęstuje. Obecnie ma stała grupę „wyjadaczy”, a ja przygotowuje po prostu większe porcje do szkoły.